Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architekt krajobrazu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architekt krajobrazu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 kwietnia 2016

Jak zostać architektem krajobrazu i (nie) zwariować

Moi Drodzy!

Na dniach zakwitną kasztanowce (choć Gąssowski śpiewał, że kasztany). To znak, że zbliża się matura! Pomyślałam zatem, że może wśród sympatyków Wielokąta są osoby, które stoją tuż przed egzaminem dojrzałości. A już na pewno są tu osoby, które tegorocznych maturzystów mają wśród rodziny i znajomych :-) Ten wpis kieruję szczególnie dla Was. Jeśli macie dylemat co dalej zrobić ze swoim życiem, jaki kierunek studiów wybrać… A może zastanawialiście się sami nad ogrodnictwem lub architekturą krajobrazu, ale nie macie co do tego pewności… Ja dziś przybliżę Wam w telegraficznym skrócie relację z moich studiów. Powiem Wam o wszystkich wadach i zaletach zostania architektem krajobrazu ;-)

Mówi się o nas różnie… Żartuje się, że to kierunek dla osób, które nie dostały się na „zwykłą” architekturę i urbanistykę czy uniwersytety artystyczne. Ot, taka alternatywa, w końcu w tytule zawodowym skrót arch. się pojawi. Tyle, że arch. kraj. … Krajobrazu. Nie budynków. Nie układów przestrzennych miast i osiedli. Ba! NIE OGRÓDÓW. Krajobrazu. Czyli, że co? Co to znaczy? Czego dotyczy?

Ostatnio chwyta mnie refleksyjny nastrój. Patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość i głęboko analizuję. Kim jestem? Jaką drogą i dokąd doszłam przez te 4 lata (bo tyle póki co to trwa) studiowania architektury krajobrazu?… Jak było? Jak jest?

Droga, którą przyjdzie Ci przejść, jeśli zdecydujesz się studiować ten kierunek, będzie drogą usłaną różami. Tak. Całymi różami. Ich pięknymi i pachnącymi kwiatami. Ich zielonymi liśćmi. I oczywiście ich kolcami. Pójdziesz nią raz z górki, raz pod górę. Pójdziesz po prostej i po krętych zaułkach. Czasem pobiegniesz nią pełen entuzjazmu i zachwytu. Czasem będziesz wlókł się bez nadziei. Pójdziesz wśród pięknych, starych alei. A czasem przez puste, szare ścierniska. Czasem w towarzystwie wspaniałych osób. Czasem zupełnie sam. Rozpędzisz się. By za moment zatrzymać się w jakimś martwym punkcie. Czasem przystaniesz i zachwycisz się. Czasem upadniesz i zapłaczesz. Pójdziesz naprzód. Nie raz odwracając się za siebie, szukając powrotu. Powiesz: „to jest moja droga!”. Wykrzyczysz w rozpaczy „mam dość”.

Ja na swojej drodze widzę już horyzont. Dlatego jest mi łatwo ocenić obiektywniej, wszystko co dane mi było przeżyć (choć został jeszcze rok i wiem, że nie raz jeszcze coś mnie zszokuje, że jeszcze niejeden zakręt przede mną). I dlatego mówię Ci pomimo tych kolców – nieprzespanych nocy, zapuchniętych od siedzenia godzinami przed monitorem oczu, płaczu i bezsilności, gdy komputer umiera podczas zapisu finalnego projektu… pomimo setek nazw łacińskich, które musisz regularnie wykuwać, pomimo boleści ręki, gdy malujesz trzecią już pracę w przeddzień zaliczenia z malarstwa. Pomimo obrzydliwie zimnych i ciemnych wieczorów spędzanych w paskudnych murach uczelni. Pomimo pięknych, wiosennych popołudni, które musisz poświęcić na siedzenie w tych samych, paskudnych ścianach. Pomimo tego wszystkiego mówię Ci: NIE MA PIĘKNIEJSZEJ DROGI.
Mówię Ci tak, ponieważ zwariowałam. Nie da się bowiem zostać architektem krajobrazu i nie zwariować :-)

A co w tej drodze jest pięknego?

Nic. Jeśli nie kochasz przyrody. Jeśli nie lubisz się rozwijać. Nic, jeśli nie ma w Tobie chęci, by poszukiwać, kreować, przetwarzać. Nic a nic, jeśli nie umiesz spojrzeć na otaczającą Cię przestrzeń jak na dzieło, które musisz chronić, szanować, podziwiać, dobrze kształtować. Jeśli nie umiesz docenić, że ten zawód daje Ci – jak nikomu innemu – możliwość pracowania w sposób profesjonalny na najbardziej… zadziwiającym, tajemniczym, nieokiełznanym materiale – NATURZE.

Jeśli nie posiadasz tych wszystkich… umiejętności, nie martw się. Ja też nie posiadałam zaczynając studia. To rodzi się w Tobie z czasem (albo i nie – wtedy prędzej czy później rzucasz studia ;-) ). I właśnie te narodziny są piękne. Kiedy odkrywasz w sobie to, kim się stajesz.

Stajesz się przyrodnikiem. Artystą. Architektem. Inżynierem. Psychologiem. Obserwatorem dosłownie wszystkiego: roślin, zwierząt, ludzi, budynków, budowli, sztuki.

Czasem będzie Cię to bardzo męczyć. Szczególnie na początku. Ponieważ odtąd będziesz patrzył na świat – z autobusu, przez okno, przechodząc przez ulicę, siedząc w parku – przez tak wiele pryzmatów i pod różnymi kątami, że zakręci Ci się w głowie od nadmiaru.

Najpierw będzie Ci doskwierać podświadome rozpoznawanie gatunków drzew, krzewów, chwastów i roślin ozdobnych. Będziesz to robił ciągle, wszędzie. Robinia, lilak, lipa – tylko która?, klon. Jak się nazywała ta kulista odmiana? Przyjdzie Ci na pewno wykonać pędownik na dendrologię. Zielnik z chwastami na botanikę. I z roślinami ozdobnymi na tak samo nazywany przedmiot. Pamiętam… łącznie zasuszyłam kilkaset wszystkich roślin (jakieś 300 na zaliczenia, resztę hobbystycznie, oczywiście nie w jednym semestrze). Regularne przekładanie ich do świeżych gazet… było wyzwaniem. I znów zaczniesz obserwować bacznie trawniki i ugory. Przypominać sobie łacińskie nazwy tasznika i cykorii podróżnik, zastanawiając się jaką jeszcze roślinkę mógłbyś przygarnąć do zielnika, by osiągnąć wymagane 100 gatunków.

Gdy tylko zaczną się pierwsze zajęcia projektowe, poznasz podstawowe zasady kształtowania krajobrazu i  całą terminologię, będziesz w głowie rozróżniał typy wnętrz krajobrazowych, analizował ich kompozycję (na każdej ulicy, placu, w parku i ogrodzie). Potem z analizatora przejdziesz w etap projektanta. To będzie lawina! (pamiętaj, że rozpoznawanie gatunków nie mija mimo to :-P) Będziesz wszędzie szukał miejsc wymagających zmiany czy wprowadzenia nowych elementów. Oczami wyobraźni będziesz stawiał w publicznych przestrzeniach ławki, trejaże, donice, oświetlenie. Za chwilę dojdą ogrody prywatne. To może naprawdę wkręcić. Będziesz strzelał oczami za płoty, analizował poprawność doboru gatunków, materiałów, „mebli” i myślał, jak Ty byś to urządził, w jakim stylu.

W międzyczasie trafi się kilka przedmiotów odnoszących się do historii architektury, gospodarki przestrzennej i urbanistyki. Zaczniesz zatem rozpatrywać wygląd, styl budynków. Ich charakter, to, czy pasują, czy dominują, czy degradują widok, czy raczej go upiększają.

Nie obędzie się bez przedmiotów stricte przyrodniczych: trafi się ekologia, ochrona środowiska, przyrody, krajobrazu, zwierząt itp. itd. To rozszerzy znów Twój punkt widzenia o bardzo dużą skalę. O lasy, łąki, torfowiska, wrzosowiska. Chronione rośliny. Staniesz się ornitologiem i entomologiem (dla niewtajemniczonych będziesz uczył się – zapewne sporo – o owadach). Obserwując ptaki i owady oczywiście będziesz operował nazwami łacińskimi ;-)

Pomiędzy tymi filarami trafią się przedmioty… różne. Matma, fizyka, symbolika roślin, żywność w kulturze i wierzeniach, wychowanie fizyczne, język obcy, TI, prawo, ekonomia, technologie pracy umysłowej a nawet etykieta (nie żartuję, uczono mnie na studiach jak rozkładać widelce na stole!), z których jednego nauczysz się na pewno – POKORY.

Pamiętaj też, że różne przedmioty będą wykładać różni specjaliści z różnych dziedzin. Będą Cię próbowali przeciągnąć na swoją stronę. Ogrodnicy będą mówić Ci, że jesteś projektantem ogrodów. Architekci będą mówić do Ciebie tak, jakbyś miał zostać wielkim urbanistą, planistą. Część z nich będzie uczyć Cię, jak zbudować dom, jezdnię i most zwodzony. Nie spodziewaj się usłyszeć z ich ust słowa „roślina”. Będziesz miał też do czynienia z ekologami i biologami – oni będą mówić Ci, że jesteś architektem krajobrazu czyli „czegoś dużego”, w związku z czym utożsamią Cię z osobą idealną do zajmowania się obszarami chronionymi – parkami narodowymi, krajobrazowymi, rezerwatami itd. Będą także Ci uniwersalni. Podadzą Ci wiedzę przydatną dla każdej skali – ogródków, przestrzeni miejskich, dużych parków. Jedni mogą negować postulaty drugich. Ale każdy z nich w inny sposób uczy Cię wrażliwości, nowego spojrzenia na konkretną dziedzinę. Pojedyncze elementy tej wiedzy wspólnie stanowią całą układankę. A Ty im więcej się uczysz i poznajesz, tym łatwiej Ci tę wiedzę segregować, oceniać i wartościować od najbardziej do najmniej dla Ciebie przydatnej. Sam czujesz co Cię najbardziej kręci, na którą stronę się przechylasz. Jaką drogę wybierasz. Czy bardziej betonową? Czy zieloną?

Kończąc ten wywód – chcę Cię naprawdę zachęcić do zostania architektem krajobrazu. To droga pełna niespodzianek, jedyna w swoim rodzaju. Choć momentami sfrustrowany, będziesz wciąż blisko natury, architektury, ludzi – wszystkiego co Cię otacza. Śmiem twierdzić, że mało który zawód ogarnia tyle dziedzin, tyle aspektów naraz. Na to wszystko możesz mieć wpływ. Możesz to kształtować, zmieniać lub chronić przed zmianami. Umiesz to ocenić. Rozumiesz, jak mało kto, i znasz swoje otoczenie. Rozpoznajesz gatunki wszystkich form roślin (drzew, krzewów, pnączy, roślin zielnych – pospolitych i ozdobnych), zwierząt (w tym wiele owadów ;-)), style ogrodowe, style architektoniczne, typy krajobrazu, zbiorowiska przyrodnicze. Umiesz analizować potrzeby ludzi (oceniasz, gdzie lubią przesiadywać, którędy chodzą, co mógłbyś im zaoferować w danym miejscu). Pracujesz w każdej skali – umiesz zaprojektować mały ogród, miejski plac, wybrać miejsce, z którego pokażesz innym piękny, daleki widok na łąki, lasy i wzgórza.

Jesteś wtajemniczony we wszystkie procesy jakie zachodzą na konkretnej przestrzeni – tu i teraz. W przeszłości i przyszłości. To zrozumienie daje Ci poczucie totalnego związania z otoczeniem. Czujesz, że stanowisz tego część. Że jesteś na dobrej drodze.


Nigdy nie przestaniesz nią iść. Jeżeli raz się na niej znalazłeś, już nie wrócisz do normalności. Nie spojrzysz przez okno bez zrozumienia. Bez analizowania, bez oceny, bez zachwytu lub wyobrażania sobie zmian, które byś wprowadził. Już zawsze będziesz wariatem zakochanym po uszy w pięknie tego świata. Taki właśnie jest architekt krajobrazu.


czwartek, 21 stycznia 2016

Rośliny kontra przeziębienie

Zima to niezbyt przyjazny czas dla naszego zdrowia. Gdy z naszą odpornością jest gorzej i czujemy pierwsze objawy przeziębienia na ratunek przybywają nam… rośliny!
A oto moja absolutnie niezawodna czołówka!

1. Prawoślaz lekarski – Althaea officinalis


Prawoślaz to roślina pochodząca z obszaru Morza Śródziemnomorskiego, która zadomowiła się także w Polsce. Osiąga wysokość do 1,5 m, cała pokryta jest włoskami, posiada duże, różowe kwiaty. Rzadko uprawiana jest w celach ozdobnych, główną rolę prawoślaz pełni w farmaceutyce. Surowcem leczniczym są jego korzenie i liście. Występuje w nich śluz, który ma działanie powlekające, łagodzące i osłaniające dla naszego gardła i oskrzeli. Pomaga także w stanach zapalnych przewodu pokarmowego – wszelkich jego podrażnieniach, uszkodzeniach i nieżytach.
Kiedy czuję lekkie drapanie w gardle, od razu sięgam po syrop prawoślazowy. Jest on łatwo dostępny i bardzo tani (2,5-5zł) w stosunku do innych lekarstw na gardło i kaszel. Przyjmuję go kilka razy na dobę i ból gardła znika po 1-2 dniach bez dalszego rozwoju infekcji! Absolutnie mój numer jeden!


2. Czosnek pospolity – Allium sativum



Czosnek pospolity jest gatunkiem byliny pochodzącym z Azji Środkowej. Posiada podziemną cebulę, składającą się z kliku- kilkunastu małych cebulek, zwanych powszechnie ząbkami, które w istocie są pąkami spichrzowymi. Roślina osiąga od 20-100 cm wysokości. Kwiaty zebrane są w kulisty kwiatostan i mają barwę białą bądź bladoróżową. Czosnek zaczęto uprawiać ponad 5 tys. lat temu i już wtedy były znane jego lecznicze właściwości. Jest ich bardzo, bardzo wiele ale w dzisiejszym poście najważniejsza cecha tej zbawiennej rośliny to działanie jak łagodny antybiotyk – właściwości przeciwbakteryjne, antygrzybicze i przeciwrobacze a także hamowanie rozwoju wirusów grypy.

Na pierwsze objawy przeziębienia stosuję natychmiastowo – może niezbyt smaczną – ale bardzo skuteczną miksturę na bazie czosnku, mleka i miodu. A oto przepis jak ją sporządzić:
  • 1 ząbek czosnku
  • szklanka mleka
  • łyżka miodu

Czosnek przeciskamy przez praskę bezpośrednio do szklanki. Dodajemy łyżkę miodu. Mleko podgrzewamy, aby było ciepłe (nie może się zagotować!) i wlewamy do szklanki. Pijemy szybko, nie analizując dogłębnie walorów smakowych ;-) Miksturę pijemy dwa razy dziennie i mamy gwarancję rychłego powrotu do zdrowia!

3. Malina właściwa – Rubus idaeus



Malina to kolczasty krzew, dorastający nawet do 2m, wytwarzający podziemne rozłogi. W Polsce jest gatunkiem pospolitym. Kwiaty mają barwę białą, są zebrane w zwisające, luźne grona lub wiechy. Kwiaty maliny są miododajne. Uprawiamy ją dla smacznych i zdrowych owoców, ale lecznicze działanie mają także liście. Zarówno owoce, jak i wspomniane listki zawierają dużo witamin oraz wykazują działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne.
Kurację malinową najlepiej zastosować w postaci dodatku soku do gorącej herbaty. Najlepiej aby sok był własnej produkcji, jeśli takowego nie posiadamy i decydujemy się na kupny, sprawdźmy czy jest on naturalny czy jedynie chemicznie aromatyzowany…

Oczywiście roślinek, które mogą pomóc nam w walce z przeziębieniem jest więcej, m.in. lipa, cebula, aloes, tymianek, majeranek czy mięta. Ja podaję Wam te, które sama niejednokrotnie przetestowałam i mam do nich pełnie zaufanie. Stosując wymienione składniki możemy w prosty i skuteczny sposób ustrzec się wielu dni męczącego kataru i uciążliwego kaszlu. A wszystko to za sprawą wspaniałych roślin, które dbają o nas pod „każdym kątem” ;-)

Wszystkim chorym polecam PRAWOŚLAZ, CZOSNEK I MALINĘ oraz życzę szybkiego powrotu do zdrowia a wszystkim zdrowym pozostania w dobrej formie i zapamiętania niezawodnej trójki w razie przyszłej, chorobowej wojny!


wtorek, 19 stycznia 2016

Top 20-stka najciekawszych donic i osłonek do domu i ogrodu

Dziś chciałabym Wam przedstawić efekty swoich poszukiwań najciekawszych, najdziwniejszych i najzabawniejszych donic, osłonek i innych przedmiotów do utrzymywania roślin. Przedstawiam Wam topową 20-stkę: niektóre całkiem proste, inne wymyślne, prowokujące i kontrowersyjne! Zobaczcie sami!

1. Doniczki - postacie





2. Ramy utrzymujące rośliny powietrzne np. oplątwę



3. Donice do upraw "do góry nogami"



4. Doniczki z deszczową chmurką




5. Gumowe torebki





6. Paw / Kurczak / Kaczka (jak kto woli, producent nazywa ją pawiem ;-))



7. Donice z powłoką tablicową do pisania




8. Donica na korzeniach

9. Wysoki obcas



10. Kolorowe połamańce


11. Roślinna półka

12. Doniczka rowerowa



 13. Doniczki-nakładki



14. Donica wbudowana w stół


15. Donice podświetlane




16. Donice XXXXL



17. 3w1 - donica, ścianka działowa i lampa



18. Donica-głowa



19. Donice CORTON



20. Osłonki jutowe




Mnie zachwyciły absolutnie wszystkie! Zarówno te tradycyjne i proste, oraz nowoczesne, designerskie i... dziwne! A Was? Która donica najbardziej urzekła?

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Twój mały ogródek gdziekolwiek zechcesz

Czy miejsce roślin jest w ogrodzie? Oczywiście, że nie! Możemy je uprawiać wszędzie: w ramkach, w samochodach, na rowerach i własnej szyi! Nie wierzycie? Sami zobaczcie!

Natura obdarzyła nas hojnie bogactwem form szaty roślinnej, poczynając od gigantycznych sekwoi liczących kilka tysięcy lat, po roślinne skrzaty, osiągające maksymalnie parę centymetrów wysokości. To właśnie o nich chcę Wam dziś opowiedzieć i zachęcić Was do stworzenia własnego miniaturowego ogródka, WSZĘDZIE gdziekolwiek zechcecie!



Wolno rosnące, maleńkie roślinki, którym wystarczy do życia odrobina ziemi i sporadyczne podlewanie reprezentowane są przede wszystkim przez domowe sukulenty. Sukulenty to rośliny posiadające zdolność do magazynowania wody w liściach i łodygach, przez co organy te są grube i mięsiste. Tę niezwykłą zdolność zyskały z powodu warunków w jakich naturalnie występują – ich siedliskiem są silnie nasłonecznione, gorące, skaliste i piaszczyste, ubogie w składniki pokarmowe gleby pustyń i półpustyń. Najbardziej popularne gatunki sukulentów są reprezentantami rodzin: gruboszowate (Crassulaceae), kaktusowate (Cactaceae), wilczomleczowate (Euphorbiaceae) czy agawowate (Agavaceae).

Abyśmy mogli je uprawiać z powodzeniem, wystarczy kilka prostych zabiegów i zasad, o których musimy pamiętać. A oto one:

1. Sukulenty kochają słońce – musimy zapewnić im go jak najwięcej

2. Woda jest im potrzebna jedynie w czasie intensywnego wzrostu, czyli wiosną. Latem, szczególnie w trakcie upałów! ograniczamy podlewanie, jesienią stopniowo go zaprzestajemy i zimą jedynie nawilżamy podłoże od czasu do czasu. Ziemia nie może być stale wilgotna – wskazane jest wręcz regularne przesuszanie

3. Podłoże musi być przepuszczalne – nie może to być żyzny czarnoziem! Możemy zakupić specjalne mieszanki ziemi do sukulentów i zmieszać je ze żwirkiem lub piaskiem

4. Sukulenty są roślinkami wolno rosnącymi, przyzwyczajonymi do ubogich gleb. Ich nawożenie nie jest konieczne

Jak widzicie uprawa sukulentów jest banalnie prosta! A teraz najważniejsza część wpisu, czyli wydające się wręcz niemożliwymi zastosowania sukulentowych ogródków!

1. Ogródek w samochodzie

Pierwszy raz zobaczyłam podobne zdjęcia na pewnym prześmiewczym portalu z żartami. Faktycznie – stosowanie kaktusów w zagłębieniu kokpitu może nie jest zbyt bezpiecznym rozwiązaniem dla pasażera przy potencjalnym wypadku samochodowym. Ale sama idea hodowania roślin w samochodzie wydała mi się po prostu genialna i chcę Wam ją pokazać! Jeśli nasze auto nie jest garażowane i większość czasu spędza na wolnym powietrzu, jest idealną szklarnią dla naszych roślinnych skrzatów. Zimą mogą być co prawda narażone na niskie temperatury, ale myślę, że pomysł wart jest poświęceń ;-) Można? Można!




2. Ogródek na rowerze
Jeśli jesteście aktywni rowerowo w okresie od wiosny do jesieni, bez problemu każdej Waszej wyprawie mogą towarzyszyć mali, zieloni przyjaciele. Wystarczy przyczepić malutkie doniczki/pojemniki etc. do ramy roweru (np. opaskami zaciskowymi, wszystko zależy od naszej pomysłowości) i wsiadać! Jak Wam się podoba? :-)



3. Ogródek w ramce
Na pewno słyszeliście o zielonych ścianach (wertykalnych ogrodach). Są to bardzo efektowne założenia, ale również bardzo kosztowne. Jeżeli nie posiadamy środków na takie przedsięwzięcie, w prosty sposób możemy pocieszyć się własnoręcznie wykonanym żyjącym obrazem. Wystarczy drewniana skrzynka, dowolna ramka, podłoże do sukulentów i siatka na krety. Po obsadzeniu takiego obrazu musimy dać roślinom około miesiąc na zakorzenienie, potem możemy wieszać!



goodshomedesign.com



4. Ogródek na lodówce i metalowych powierzchniach płaskich
Kochani – w prosty sposób możemy stworzyć zieloną aranżację naszej lodówki, metalowej tablicy czy innych przedmiotów wykonanych z tego materiału. Do tego celu potrzebujemy korki po winie, magnesy, klej „wszystko klejący” i trochę podłoża. Wyżłobione korki możemy wykorzystać także jako mini doniczki i ustawić gdzie tylko zechcemy :-)




5. Ogródek w szklanej kuli
Kolejny z wielu pomysłów na niebanalną dekorację. Jeśli posiadacie w domu wolne miejsce, w którym możecie zawiesić ozdobne kule, to warto je jak najszybciej zapełnić. W ofercie wielu sklepów z wyposażeniem do domu czy na stronie allegro znajdziecie takie szklane bombki o różnych średnicach. Do tego odrobina żwiru i podłoża, naturalny sznurek i wiszący ogród gotowy! Oczywiście alternatywą są wszelkie naczynia szklane stojące, które możemy umieścić na szafkach, stołach, blatach etc.



6. Ogródek na szyi
To wspaniała propozycja dla wszystkich Pań! Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam ten pomysł od razu postanowiłam, że sama stworzę dla siebie roślinny wisiorek ;-) Tutaj wszystko zależy od naszych upodobań i kreatywności. Pamiętajmy tylko aby żyjącego naszyjnika nie chować do szkatułki! ;-) Jak Wam się podoba?



7. …?
Myślę, że te parę przytoczonych przykładów to tylko mała baza pomysłów, która zainspiruje nas nie do kilku, ale do setek pomysłów na wykorzystanie roślinnych skrzatów!

Na zakończenie wymieniam przykładowe gatunki roślinek, na których możemy oprzeć nasze mini-rozwiązania:
  • eszeweria
  • haworcja
  • starzec Rowleya
  • rozchodniki
  • rojniki
  • mulenbekia
  • fitonia
  • grubosz owalny
Znajdziemy je w większości sklepów ogrodniczych czy kwiaciarni prowadzących sprzedaż roślin domowych. Często pojawiają się w ofertach marketów budowlanych a nawet spożywczych.

A zatem: póki w zewnętrznych ogrodach panuje zima, twórzmy swoje pomysłowe miniaturki! Pokażmy wszystkim jak kochamy rośliny <3